RSS
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

Oczami smoka - Premiera 6 rozdziału Smoczego Teatru!


Macie czasami tak, że tydzień zmienia się wam w kilka miesięcy? Dziwne zjawisko, ale z jakiegoś powodu zdarza mi się bardzo często :). Cóż, po prostu nie mogę mówić ile zejdzie mi remake kolejnego rozdział, bo to i tak się nie sprawdza! Takie delikatne zagięcie czasoprzestrzeni :). Ale jestem konsekwentny. Jak mówię, że coś będzie, to będzie! I zgodnie z obietnicą, z dumą prezentuje wam dziś Oczami smoka - szósty z kolei rozdział książki Smoczy Teatr.

Akcja "Oczami smoka" ma miejsce bezpośrednio po Trzech Gwiazdach. Śmierć Detkela okazuje się nie być jego końcem, a jedynie przejściem z jednego świata do drugiego. Nie budzi się on jednak człowiekiem, lecz jako bestia znacznie groźniejsza i dostojniejsza - jest... ci z was, którzy są co nieco zaznajomieni z moimi tekstami, doskonale wiedzą kim stał się Detkel. Ale ja wam nie powiem tego bezpośrednio. Sami przeczytajcie :)

Rozdział jest krótki, ma zaledwie 11 stron, ale i tak jest dwukrotnie dłuższy od swego poprzednika. Również stylistyka stoi na znacznie wyższym poziomi, wiele sytuacji jest o niebo lepiej opisanych... i ogólnie jest fajniej ^^. Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić was do lektury.

Oczami smoka dostępne jest w na i Issuu.com

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Trzy Gwiazdy - Premiera kolejnego rozdział Smoczego Teatru!



Wreszcie! Trochę długo trwał ten "tydzień", po którym obiecałem wrzucić poprawioną "Dobrowolną Marionetkę". Niestety okazało się, że rozdział, który powstał jako pierwszy kilka lat temu, nie nadaje się do niczego. Kiczowata fabuła, słaby styl, wiele niedopowiedzeń i sztampowych rozwinięć fabuły. Musiałem wszystko napisać od nowa. Przy okazji zrozumiałem też, że rozdział zatytułowany "Bard" również nie pasuje do Smoczego Teatru, dlatego połączyłem "Dobrowolną Marionetkę" i "Barda", tworząc w ten sposób "Trzy Gwiazdy".

W tym rozdziale poznajemy dalsze losy Detkela, najemnego łowcę, oraz siwka - skrzydlatego konia. Detkel dostaje zlecenie na odnalezienie tajemniczego przedmiotu zwanego Kamieniem Bram. W tym celu wyruszają do Deponder, odizolowanej od świata krainy, gdzie ostatni raz widziano Kamień. Nie wiedzą jednak, że są obserwowani...

Rozdział dostępny jest w dziale Książki, w podgrupie Smoczy Teatr. 
Bezpośredni link: http://issuu.com/polak149/docs/5._trzy_gwiazdy

Tak więc TO był najtrudniejszy rozdział do poprawy. Dalej powinno być z górki. Następna część która idzie do obróbki: Oczami Smoka.

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

"Operacja Zemsta" - premiera rozdziału Smoczego Teatru



Zgodnie z obietnicą, dodaję dzisiaj jeden z już istniejących rozdziałów Smoczego Teatru, który został jednak poważnie zmodyfikowany i poprawiony. Tak de facto zmieniło się prawie wszystko, więc jeżeli ktoś czytał już kiedyś tą część, to nic nie straci, jeśli dobierze się do niej ponownie :D.

Operacja Zemsta opowiada o amerykańskim żołnierzu, który wpadł w zasadzkę podczas jednej z misji w Iraku. Wydawać by się mogło, że jego dni są już policzone, lecz dzieje się coś dziwnego. Nagle budzi się on w całkiem innym, tajemniczym miejscu, gdzie spotykają go naprawdę dziwne rzeczy... Jesteście ciekawi jak poradzi sobie żołnierz z karabinem w świecie fantasy? Ja też ^^.

Rozdział można przeczytać TUTAJ.

Następny rozdział jaki idzie pod lupę to "Dobrowolna marionetka". Do dwóch tygodni powinienem się wyrobić.

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Oczami konia - PREMIERA!



Cześć wszystkim w ten wspaniały, walentynkowy dzień! Doskonale zdaję sobie sprawę, że wielu singli ma problem jak spędzić 14 lutego, więc wychodzę na przeciw ich rozterką i oto oficjalnie, po pół roku pisania, publikuję w końcu kolejny rozdział do Smoczego Teatru - Oczami konia!

Oczami konia jest tak naprawdę pierwszym rozdziałem książki, który opowiada o losach bardzo niepozornej, wydawać by się mogło drugoplanowej postaci, Siwku. Stworzenie to pojawia się już na samym początku Smoczego Teatru, pomagając samotnemu łowcy, Detkelowi. Nie było jednak wyjaśnione jak te dwie postacie się poznały i czemu są ze sobą tak zżyte, ale po tym rozdziale wszystko staje się jasne! 30-stronicowa część opowie wam o niezwykłej historii tego czworonożnego stworzenia, które musiało wiele przejść, zanim w końcu odnalazło swoje przeznaczenie...

Dla zachęty dodam, że kilka osób już czytało Oczami Konia i każdej z nich bardzo się spodobała nowa część! Piszcie w komentarzach czy wy też daliście się wciągnąć!

Opowiadanko dostępne jest tam gdzie zwykle, na Issuu.com

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Szaleństwo - część 2. PREMIERA!



Niespodziewanie, dosłownie z dnia na dzień, Cesc22 nadesłał mi kolejną część zapierającego dech w piersiach opowiadania pod tytułem "Szaleństwo", historii o pewnej grupce ocalałych, która próbuje przetrwać w świecie pełnym krwiożerczych potworów, jakimi są zombie. 

W tym odcinku nasi bohaterowie dowiadują się o strasznej prawdzie. Ich rząd nie ma zamiaru ratować ocalałych, lecz chce zbombardować Stany Zjednoczone, zanim plaga całkowicie wymknie się spod kontroli. Czy uda im się wymknąć, zanim będzie za późno?

Opowiadanie jak zwykle, dostępne będzie na ISSUU.com

Swoją drogą "szaleństwo" to opowiadanie, które szczególnie polecam. Macie żywy przykład, jak autor może się rozwinąć, kiedy porównamy Polityke, tego samego autora, i jego nową serię o zombie!

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Szaleństwo (18+)



Nieraz błąd może doprowadzić do poważnych konsekwencji. Czasem przez drobne niedopatrzenie, możemy spowodować nie lada problemy. Ale co w momencie, kiedy twoja decyzja niszczysz cały znany ci świat? Nic już nigdy nie będzie takie samo. Wszelka cywilizacja ginie, całe twoje życie zmienia się w rozpaczliwą próbę przetrwania, a twoi bliscy, którzy do tej pory wspierali cię w trudnych chwilach, teraz chcą cię zjeść!

Szaleństwo to niezwykła opowieść o kilku ocalałych, którzy jako nieliczni próbują przetrwać zombie apokalipsę. Nie zaznając dnia spokoju, walczą o życie w świecie wypełnionym żywymi trupami, bandytami i przeciwnościami losu. Czy dadzą radę sami stawić czoła całemu światu? 

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

soul - mustang z dzikiej doliny 2 odc. 9


Dłuuugo musieliście czekać na kolejny odcinek nowego mustanga. Szczerze was przepraszam, ale musiałem się zająć innymi sprawami. Niestety jestem sam i pisanie trzech książek na raz jest nieco wymagające, jeśli zakładamy, że mamy jeszcze jakieś życie prywatne :D Ale oto w końcu jest, dziewiąty odcinek!

Soul i jego paczka błąkają się po terenach Wielkiej Brytanii, szukając sposobu na powrót. Napotykają się na kilka problemów. I na stado całkiem obcych im koni. Jak to się skończy?

Dowiecie się klikając TUTAJ (Issuu.com).

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Wystarczy, żeby był

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Ludzie nie są zbyt skomplikowanymi istotami. Szukacie podobieństw wśród innych i zbieracie się w grupy. Charakter, styl bycia, gust czy poglądy. Naprawdę dużo was łączy. Może nawet tyle co nie łączy NAS. O unikalności smoka świadczy praktycznie wszystko. Może dlatego my nie tworzymy tak zaawansowanych społeczeństw. Jesteśmy indywidualistami, na wpół samotnikami. My nie potrzebujemy w naszej naturze innego smoka, żeby egzystować.

"Poglądy" to w ogóle szczególny przypadek. Bo owszem, zdarza się, że dwa smoki, w swej całej oryginalności, mają dusze o podobnych barwach, charakterach, czy zachowaniu (choć nie potrafiłabym przywołać w pamięci żadnej konkretnej pary), ale jednego jestem pewna. Nie ma dwóch smoków, które myślałyby tak samo. Zgadzamy się ze sobą tylko wtedy, gdy nasze zdania są choć zbliżone do siebie. Ale gdy nasze poglądy się różnią... nigdy nie przyznamy tak po prostu racji. To dla nas jak porażka. Ale porażką też jest nie przekonać drugiej strony. Dlatego próbujemy... I nie możemy przestać.
***


 - Tego nie da się poczuć, ale coś JEST ponad Energią! Coś co nami kieruje!

Prychnęłam. Liźa to dziwny smok. Ma podobnie trudny charakter co ja, a zdarza się nawet, że w jej duszy dostrzegam barwy zbliżone do moich. Jednym z jej ulubionych zajęć jest znajdywanie mnie i irytowanie bezsensownymi dyskusjami.
- Skoro nie da się poczuć, to tego nie ma – odparłam stanowczo, trochę już znudzona.
- Zaithis, zadufana w swojej niezwykłości! Smoki też mogą mieć ograniczenia! – warknęła ostro Liźa.


Zirytowałam się. Nie, nie mają! Zawisłam, odwracając się do niej. Ogólnie miałam zamysł, żeby tym razem ignorować upartą smoczycę, ale bzdury, które snuła!
- To skąd ty o nich wiesz?!

Wstrząsnęło mną. Dzika fala intencji rozbiegła się dookoła. Co? Przecież powiedziałam to normalnie! No... może nieco zbulwersowanie, ale na pewno nie chciałam, żeby ta myśl wystrzeliła z siłą zdolną zmieść całą energię wokół! Do teraz nie wiem co się stało lecz pamiętam, że wisiałam na niebie jak wryta, oglądając rozchodzącą się wolno po świecie, nieokiełznaną intencję. To było naprawdę dziwne, szczególnie, że tym razem próbowałam rozmawiać z Liźą raczej spokojnie i zbyt otwarcie nie okazywać zażenowania jej zdaniem. Ona też zastygła zaskoczona, próbując ukradkiem wyczuć mnie od środka.
- Czyżbyś traciła cierpliwość, Zaithis? – zapytała, zerkając na znikającą już falą.

Nigdy wcześniej nie udało mi się osiągnąć takiej mocy intencji. Czy to była moja sprawka? Nie wiem. Żałowałam tylko, że ten przypadek zmarnował się w tak nieznacznym momencie.
- Właśnie tym razem mam dużo cierpliwości – odparłam równie niepewnie.

Te słowa poszybowały już normalnie. Spojrzałyśmy na siebie równocześnie, z ognikami płonącymi w oczach. Wszystko wróciło do normy, iskry strzeliły na nowo.
- Zaithis, przestań być taka głupia! Przecież nawet nasze przeświadczenia stanowi o tym co czynimy!
- To przeświadczenie jest przecież NASZE! To my sami o sobie stanowimy!
- Ale coś je powoduje!

Gniew zagotował się we mnie, ale momentalnie został stłumiony, brakiem szybkiej riposty. Zawsze uważałam, ze to uczucie, że coś się zaraz stanie, że coś musimy zrobić... nasze "przeświadczenie" jest normalnym zmysłem, jak czucie energii naszego świata, czy widzenie innych smoków.
- Skąd wiesz? Czujesz coś, czego sama mówisz, że nie można poczuć? – zapytałam.

Nie podobało mi się, że zepchnięto mnie do defensywy.
- Jeżeli nie jesteś naiwna, to wiesz, że wszystko jest czymś spowodowane, WSZYSTKO! Czujemy różne rzeczy, przeczuwamy je. Czemu? Bo energia na nas wpływa, cała atmosfera wokół nas!

Prychnęła. Biło z niej silne poczucie zwycięstwa. Moja irytacja rosła...
- I to sprawia, że wiemy co robić, wiemy jak rozumieć energię, ale nie rozumiemy co nią kieruje... Co na nią działa. Nie widzimy tego, nie czujemy. Ale coś jest... Nie zaprzeczysz temu!

Nie wiedziałam jak na odpowiedzieć. Na pewno czułam, że mi ta wizja się kompletnie nie podoba i nie sposób było tego nie zauważyć. Ale jak to wyjaśnić?
- Czyli twierdzisz, że jest coś nad nami? Coś lepszego, co się nami bawi?
- Nie! – odparła bez wahania. – Żadna świadoma istota. Tylko kolejny element tego świata... jak uczucia, Energia, czy kolory.

Myślałam szybko. Brakowało mi jakiegoś punktu zaczepienia. Ten pogląd był tak bezsensowny... czy mogła istnieć płaszczyzna niedostępna dla nas, smoków?
- Nie może tak być – odparłam w końcu zdecydowanie.

Liźa znów skupiła się na mnie.
- Jeżeli czegoś nie czujemy, to tego nie ma.

Smok znieruchomiał zaskoczony.
- Co? I to jest twój argument?
- Tak.

Skrzydła Liźy zajaśniały nieco bardziej i zakręciła się wokół własnej osi, mocno zniecierpliwiona.
- No bo... – myślałam dalej. – Nie da się wyjaśnić błędu rzeczy, która nie istnieje... w naszej rzeczywistości, fizycznie. Nie ma jej. Więc błędu też nie ma. Po co mam się wysilać na udowadnianie nieistnienie rzeczy nieistniejącej? NIE uwierzę, że moje decyzje nie są moje.

Czułem trochę intensywniej niż inni. Ten zmysł był dla mnie wszystkim. Nikt mi nie będzie wmawiać, że istnieje coś, czego nie mogę poczuć.
- A może próbujesz teraz udowodnić nieistniejące "nieistnienie czegoś co nie istnieje"? – zapytała zirytowana. – "Nieistnienie czegoś co nie istnieje" faktycznie nie istnieje. ALE "nieistnienie czegoś co ISTNIEJE" już tak. Więc to ty robisz błąd. Nie da się udowodnić czegoś, czego nie ma! To znaczy, że JA mam rację!
- Czy my myślimy ciągle o tym samym?! – syknęłam zła.

To było bezsensu... Bardziej niż zwykle. Chciałam powiedzieć smoczycy, że jest głupia, lub coś podobnego, ale nagle poczułam, że ktoś się zbliża. Liźa też. Z nas obu wystrzeliła nagle intensywna myśl, żeby przeciągnąć nadciągającego smoka na własną stronę. Pytanie tylko kto to był? Zamknęłam oczy, skupiłam się na obcej energii. To był Ritawi, prawie obcy mi smok. Zaniepokoiłam się. Szczególnie, że barwy jego duszy zlewały się ze sobą tak subtelnie, że nie mogłam wyczuć jaki on jest. Ale Liźa miała ten sam problem. Też go nie znała. Uderzyła jednak pierwsza.
- Ritawi!
- Dacie wiarę, że minęła mnie fala czyjejś intencji? Tak pomyślałem, że zobacze skąd pochodzi. Czyżbym trafił?
- Kłócimy się – wyjaśniła Liźa jak gdyby nigdy nic.
- Na temat... ? – dopytał, podlatując bliżej.

Tajemniczy z niego smok. Nie dawał z siebie nic odczytać.
- Liźa twierdzi, że coś nami rządzi - odpowiedziałam szybko, przed smoczycą.
- Jesteś głupia! – warknęła ostro – Nic nami nie rządzi, tylko jest coś oprócz energii, co na nią wpływa!
- A energia w ogóle na nas wpływa?!
- A co innego?!
- Nic! Kompletnie nic!
- W sumie chciałbym się wnieść ponad energię – przerwał nam nagle Ritawi, pogrążony w marzeniach.

Spojrzałyśmy na niego. Liźa mruknęła tryumfalnie.
- Ale tam nie ma nic więcej! Jest tylko energia! - zawołałam, machając bezradnie skrzydłami.

To był akt desperacji
- To takie bez ambicji, Zaithis. – stwierdził przybyły smok, ciągle wpatrując się w niebo. – Naprawdę cię nie ciekawiło, czy jest coś więcej?
- Bez ambicji? Moją ambicją jest własna wola! Głupcy!

Miałam dosyć. Po prostu machnęłam skrzydłami i odleciałam. "Faszwi też uciekał" – pomyślałam nagle. Zatrzymałam się i spojrzałam za siebie. Liźa już leciała z Ritawim w przeciwnym kierunku. Chciałam wrócić, ale... nie było sensu. Moje skrzydła drgały z poirytowania. Zamknęła swoją duszę, chciałam zapomnieć o tej dyskusji. Jak ja się źle czułam! I Ritawi. Jak mógł poprzeć Liźie?! "Faszwi też uciekł"...

Otrząsnęłam się.
- Nie jestem jak on! – mruknęłam zła.

Moje skrzydła zaświeciły, ruszyłam szybko do skał.

Co znowu zrobiłam źle?! Z jakiegoś powodu znowu wyszłam na tą złą. Jak zawsze! Inne smoki patrzyły na mnie z ukosa, na zasadzie „Zaithis... znowu ona”. TOLEROWAŁY mnie, choć nieustanie odnosiłam wrażenie, że to ja jestem najbardziej smokiem pośród nich, bo przynajmniej żyję według własnych uczuć. Ale nie rozumieli tego. Nikt, ale to NIKT nie czuł do mnie sympatii, kiedy mnie spotykał. Żaden smok nie cieszył się na mój widok. Czy tu chodzi o szczerość? Że mówię jak jest? Albo, że mam własne zdanie? Nie wiem... Nie chciałam tego dostrzegać, ale nie mogłam ignorować oczywistej prawdy. Nie byłam zbyt lubiana...

Tylko Arisha mnie rozumiała. Tylko ona się cieszyła. Ale skoro potrafiła mnie obdarzyć miłym uczuciem, zrozumieć moją duszę, to czemu inni nie potrafią? Zaczęłam odnosić wrażenie, że po prostu pozostałe smoki nie są w ogóle godne, żeby mnie czuć. Przecież i tak nie rozumieją mojej egzystencji!
Byłam zła i smutna, chociaż ciągle przekonana, że nie potrzebuje nikogo, aby żyć. Ale kiedy poczułam rozkoszne barwy moich skał, od razu mi się poprawiło. Znów znalazłam się w tym jedynym miejscu, w którym Energia dopasowywała się pod moją duszę. Gdzie czułam się dobrze. Ślad zmąconej za mną Energii od razu zmienił się na inny, o łagodniejszych barwach. Natychmiast udało mi się opanować własne uczucia i rozterki. Całe szczęście... Nie chciałam dawać Arishy powodu do zbyt dogłębnego myślenia o mnie.
Zadowolona przyspieszyłam. Naprawdę wyglądało na to, że to już koniec problemów... Ale nagle poczułam, że przyjaciółka nie jest sama. Nowa fala rozczarowania przeszła przez moją dusze, a nadzieja na spokój prysła. Zwolniłam. Wcale nie miałam ochoty na kontakt z innym smokiem. Zawracać? Pomyślałam, żeby polatać trochę w samotności, gdzieś daleko. Ale nagle ciepły kolor determinacji ogarnął mnie swymi płomieniami. To są moje skały! Nie dam siłę z nich przegonić!

Skoczyłam do przodu, atmosfera wokół zawirowała zmącona. Żal, złość, ogień powrócił. To są moje skały! Jak mnie tak nienawidzą, to niech nie zatruwają moich skał swoją parszywą rzeczywistością! Są MOJE!
Wpadłam wściekła między dwa smoki. Oba niczego się nie spodziewały. Moja Energia momentalnie zaatakowała obcego. Ten uskoczył w tył, skrystalizował własną rzeczywistość. Wściekłe płomienie emocji rozbiły się o powstałą tarcze. Byłam zaślepiona. Czułam tylko furię!
Coś mnie uderzyło, energia wdarła się do mojej duszy. Zaatakowała i obezwładniła uczucia. Nie zdążyłam nawet zareagować.
- Zaihis! – usłyszałam przestraszony głos w duszy.

Nic nie widziałam... wszystko zniknęło, była tylko ona, Arisha. Bez jakichkolwiek uczuć byłam kompletnie ślepa. Nie szarpałam się, nie próbowałam wyzwolić. Dotarło do mnie co zrobiłam, choć bez emocji był to dla mnie jedynie zwykły fakt czegoś głupiego.
- Już? Mogę? – zapytała.

Słaby sygnał, że tak. Obca energia wycofała się. Od razu ogarnęło mnie poczucie winy i żal. Dopiero wtedy ujrzałam przestraszoną Svila i Arishe tuż obok. Spuściłam głowę. Chciałam się schować, zniknąć, cokolwiek... Czułam się tak beznadziejnie. Rozwinęłam skrzydła, ale ledwo zajaśniały jakimkolwiek blaskiem... Chciałam po prostu odlecieć.
- Nie Zaithis, nie możesz teraz uciec! - złapała mnie Arisha.

To pragnienie żebym została było bardzo silne. Nie czułam w nim nienawiści czy złości. Jedynie troskę. Spojrzałam na Svila. Niepewnie, ale przybliżyła się do mnie.
- Ja cię dalej lubię – powiedział cicho młodzik, bardzo nieśmiało.

Nie wiedziałam co zrobić, co odpowiedzieć. Czułam się zagubiona, ale moja duma zaczęła się chyba odbudowywać, bo odburknęłam w końcu:
- Po co? Wszyscy mnie nienawidzą. Wy też możecie.

Zmęczyłam się. Bardzo. Wyczerpana położyłam się na moich skałach, choć wcale nie czułam się w nich dobrze. Nie miałam ochoty się tłumaczyć i nie spodziewałam się, że Svila o tym zapomni. Arisha obserwowała mnie przenikliwie, chciała poczuć mą duszę. Otoczyłam się murem szczelnie. Nie chciałam czuć kogokolwiek, pragnęłam tylko zostać sama ze swoimi rozterkami. Zamknęłam oczy. Byłam gotowa na to, że kiedy je otworze, nie zastane nikogo... I zostanę sama.
***

To był najtrudniejszy moment mojego życia. Nie mogłam się pogodzić z faktem, że sama jestem sobie winna. Bo nie chodziło tylko o mój charakter... o uczucia, z których zbudowana jest moja dusza. Miałam przecież swoją własną świadomość ale i tak nie potrafiłam zauważyć oczywistości, bardzo prostej rzeczy. Czemu inne smoki miały żywić do mnie przyjazne emocje, skoro ja tego nie robiłam? Właśnie wtedy to zrozumiałam. Kiedy mała Svila powiedziała, że mnie dalej lubi, mimo mojego ataku. Ale nie potrafiłam nic zmienić. Taka już byłam. Moje zachowanie, mój charakter... to mnie kształtowało i definiowało. Mimo wszystko bardzo lubiłam kolory własnej duszy i przecież nie byłabym już Zaithis, gdyby to się zmieniło. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Tak na prawdę nie byłam sobie w stanie z tym poradzić... Nie sama. Moja duma bardzo na tym cierpiała, ale tylko Arisha mogła mnie wyciągnąć z tego błędnego koła. Nawet smok potrzebuje kogoś bliskiego... A ona mnie wtedy nie zostawiła.
***

Odkąd ostatni raz opuściłam skały minęło już kilka wspomnień. Nie ważnych dla mnie, ale zawsze jakichś. Przez ten okres byłam bardzo mało aktywna. Uważałam siebie za wyrzutka i akceptowałam to. Starałam się z nikim nie kontaktować, choć widywałam inne smoki, te które przelotem odwiedzały Arishe. Ale sama jasnoskrzydła smoczyca jakoś nie potrafiła się skupić na swych gościach. Zachowywała się dziwnie. Chyba coraz mniej podobało się jej mój stan. Czułam, że przyjaciółka zacznie kolejną swoją grę, żeby mi jakoś pomóc. A ja czekałam na to z niecierpliwością... Sama nie umiałam prosić o pomoc.
- Zaithis? – przywitała mnie Arisha, kiedy wylądowała obok mnie.

Ucieszyłam się na jej widok, trochę zbyt bardzo niż chciałam okazać. Bez problemu to wyczuła.
- Nie rozumiem cie. Wcale nie chcesz wszystkich odrzucać! Nie wierzę w to, ale czy ty się zgrywasz?
- Oczywiście, że nie! – zbulwersowałam się. – Nie chcę niczyjej litości!
- Nie? – zapytała ironicznie.

Jej potrzebowałam...

Arisha wyskoczyła do góry i zawisła przede mną, rozpościerając swe smukłe skrzydła.
- Umiesz jeszcze latać, czy nawet tego się wyrzekłaś? – zawołała wyzywająco.

Spojrzałam na niebo. Byłam trochę rozdarta... No bo z jednej strony nie czułam się na siłach i nie miałam najmniejszej ochoty, żeby opuszczać skały. To groziło konfrontacją z innymi, szczególnie, że ona na pewno coś kombinowała. Ale z drugiej chciałam się w końcu przełamać. Zdawałam sobie sprawę z tego jak muszę żałośnie wyglądać i to również nie było przyjemne...
- Gdzie? Co tym razem chcesz zrobić? – zapytałam.

Byłam... przestraszona?
- Zabrać cię do Svila – mruknęła zdemaskowana.

He? Arisha naprawdę miała nadzieje, że ja pomyślę, że one chce ze mną TYLKO polatać?
- Jeżeli się nie ruszę, to mój stan będzie trwać tak już zawsze, prawda? – wstałam niechętnie.

Tak... Doskonale rozumiałam i wiedziałam co muszę zrobić, ale ciężko tak po prostu zignorować własne emocje...
- Faszwi tak miał – powiedziała nagle przyjaciółka.

Znieruchomiałam zaskoczona. Jej nastrój kompletnie się zmienił. Posmutniała.
- Też nie mógł się przełamać. Więc uciekł... Zrobił cokolwiek. A mógł po prostu się przełamać... Wiesz? Czasami go czuje, nie wiem czemu. On gdzieś tam jest...

Energia aż zawirowała wokół mnie. Zrozumiałam! Jaka ja byłam zadufana w sobie! Nie miałam pojęcia, że mój stan duszy przypominał jej tę żmiję. Cały czas myślałam tylko o sobie i jak wyjść z apatii, ani razu nawet nie spoglądają na kogoś, komu zawdzięczam przecież wszystko! Ja SOBĄ raniłam Arishe! Znowu to robiłam... Chciałam czegoś, czego sama nie dawałam, nawet najlepszej przyjaciółce! Ohh byłam beznadziejna...

Nie! Nie mogłam tak myśleć. Nie jestem Faszwim. Nie jestem tak słaba i żałosna! Moja dusza drgnęła z impulsu, atmosfera zatańczyła różnymi kolorami, głównie determinacją. Jasno skrzydła patrzyła na mnie zdziwiona.
- To lećmy.

Rozwinęłam skrzydła. Nie było to łatwe, kiedy ciągle żywa niechęć tak skutecznie mnie blokowała. Zawisłam obok Arishy. Naprawdę mi się przyjemnie zrobiło na jej bliskość.
- Tym razem nie próbowałam cie zmanipulować – powiedziała mi, już normalnie, z tą zwykłą, radosną barwą.

Poczuła ciepło, które żywiłam do niej. Odwzajemniła je. Ona naprawdę wiele dla mnie znaczy. I z jakiegoś powodu ja dla niej też.
- Wiem. Ja już rozpoznaje, kiedy ty się mną bawisz – mruknęłam zadowolona.

Humor mi się znacznie poprawił.
- Wątpię – wypaliła nagle tajemniczo i wyleciała do przodu.

Co? ...Nienawidziłam jej.
- Skup się na lataniu, nie na mnie - zawołała, pływając po niebie.

Lot... Zamknęłam oczy. Kiedy pomyślałam o lataniu jak o wyróżnieniu, niż zwykłej możliwości poruszania się... poczułam wreszcie pełną swobodę moich skrzydeł, jakby spadły sznury, którymi sama się związałam. Jak na smoka, zbyt dużo wspomnień upłynęło, zanim ponownie zanurzyłam się pośród delikatnej energii całego świata. Nie wiem czemu czułam taką niechęć do wzbicia się w niebo. Bałam się? Przecież to było najlepszym lekarstwem na moje wyolbrzymione, choć tak samo bolesne problemy.

Ale wtedy, kiedy wszystko wracało już do normy, pojawiła się jeszcze coś innego. Wstyd. Takiej porażki nigdy nie doświadczyłam. Upokorzyłam sama siebie, przed Svilą i przed Arishą. Zastanawiałam się, przed kim jeszcze. Nie miałam jednak zamiaru poddawać się temu uczuciu. Nigdy więcej przebarwione emocje mnie nie oszukają.
- Czyli lecimy przez smoki? – zapytała przyjaciółka, widząc kolory mojej duszy.
Chyba nie spodziewała się, że tak wcześnie spróbuje się pozbierać. Przytaknęłam.

- Zaithis. – podleciała nagle blisko mnie. – Witaj z powrotem.

Cieszyła się. Szczerze. Tak jak i ja... Westchnęłam i zamachnęłam się skrzydłami. Ruszyłam pierwsza.

Na początku myślałam, że mój umysł zaprzątać będą całkiem inne myśli, nakierowane na smoki i to, co od nich poczuje na mój widok. Ale lecąc tak przez niebo, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że powietrze i atmosfera były jakieś inne. Zdawało mi się, że smakują inaczej. Może to przez to, że tak dawno nie opuszczałam moich skał? Pomyślałam, że zaraz się do tego przyzwyczaję i momentalnie o tym zapomniałam. Znacznie bardziej zainteresowało mnie widok pierwszych smoków, gdzieś w oddali. Naprawdę miałam nadzieję, że zareagują na mnie tak jak zwykle. Obawiałam się pogardy. Zerknęłam na Arishe. Ciągle za mną podążała, przypatrując się mi pilnie. Nie lubiłam tego drążącego wzroku.

Leciałyśmy powoli, ale z każdym uderzeniem zbliżałyśmy się do centrum terytorium smoków. Energia była tu nami przesiąknięta, gdzie nie spojrzałam, widziałam przelatującego smoka. Czułam każdego i widziałam ich myśli. Zastanawiałam się jak to jest, żyć tu, w samym środku, mieć z nimi nieprzerwany kontakt. Owszem, nie potrzebujemy towarzystwa, ale nim nie gardzimy. Może jakbym tu częściej przylatywała, to odbudowałabym swój wizerunek?

Zatrzymałam się, rozejrzałam. Poczułam się nieco... zagubiona. Arisha zawisła obok mnie.
- Czego szukasz? – zapytała
- Nie wiem, chyba czekam – odparłam cicho.
- Zaithis! – zawołała Svila.

Dopiero wtedy ją poczułam. Odwróciłam się. Faktycznie zobaczyłam małą Svile, tuż za mną, razem z Vihazem. Jak ja mogłam ich nie poczuć? Arisha przywitała się czystą, przyjazną intencją. Ja bardziej zawtórowałam, niż dałam coś od siebie.
- Leciałyśmy do was – powiedziałam.

Mała cząstka mnie ciągle się obwiniała.
- Naprawdę? – zapytała Svila, szczerze nie wierząc.
- Jesteś niepewna – zauważył nagle Vihaz.

Westchnęłam. Spojrzałam na niego. Chyba się cieszyłam, że w duszy młodzika nie ma zbyt wiele moich barw. Przywołałam wspomnienie, jak się rodził. Zrobiło mi się ciepło w duszy. Wreszcie moja uczucia się ustabilizowały i zobaczyłam rzeczy takimi, jakimi były naprawdę. Tak. Cieszyłam się, że nie ma mnie w niem zbyt wiele. Nie chciałabym, żeby ktoś przechodził przez to samo co ja.
- Już nie – odpowiedziałam z nutką czegoś, co można by nazwać radością.

Nikt na mnie nie naskakiwał, nikt mnie za nic nie obwiniał. Znowu poczułam się w pełni sobą. Arisha zaczęła rozmawiać z młodzikami, a ja skupiłam się na Energii. Tyle smoków latało wokoło. Niektóre zwracały na mnie uwagę, ale był to bardzo przelotny wzrok. Minęło kilka wspomnień, odkąd się tak czułam...
- Mnie tylko zastanawia, czemu myślałaś, że wszyscy cię nienawidzą – mruknęła Arisha, jakby nieco poirytowana.

Spojrzałam na nią zdziwiona. Była zła?
- Tak, jestem zła! Wiesz co ja czułam za każdym razem, kiedy widziałam ciebie, tak żałośnie leżącą na skałach?!

Zasłużyłam na to skarcenie. Nie odpowiedziałam. Przynajmniej nie w pierwszym momencie.
- Zaithis zdenerwowała Arishe! – zawołała przelatująca na nami Misza.

Zawisła.
- Czyli jednak to możliwe! – zaśmiała się i odleciała.
- Ostatni raz to widzi – pomyślałam silnie, bardziej do Arishy, niż Miszy.

To było moje przeprosiny. Arisha spojrzała na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem. Weszła w głąb mojej duszy i zostawiła tam bardzo cichutkie „Nie musisz mnie przepraszać. Jesteś moją przyjaciółką”. Zrobiło mi się naprawdę przyjemnie.
- I Zaithis jest miła! – zawołała Svila.

Zatańczyła wokół nas.
- Czyli to też możliwe!

Wszystko prysło, irytacja we mnie momentalnie urosła.
- Zamknij się, nie prawda! – zawołałam zła.

Nagle zorientowałam się, jak momentalnie mój nastrój się zmienił. Znów rzuciłam wzrokiem po wszechobecnych smokach i sama dodałam:
- Wszystko w normie.
- Nie za specjalnie – wtrącił się nagle Gizwir.

Dlaczego jego też nie zauważyłam?! Spojrzałam do góry. Wisiał nade mną, wpatrując mi się w oczy.
- Gizwir! – zawołała zaskoczona Arisha. – w sumie... nie widziałam cię ostatnio.

Co do za dziwne uczucie? Już je czułam. To samo mnie dopadło, jak wyruszałyśmy z Arishą do Svili. Teraz jednak silniejsze.
- Nie chciałbym przerywać Zaithis bycie miłą... – zaczął.
- Nienawidzę cie – wtrąciłam się w jego myśli.
- … Ale coś do nas leci. – dokończył Gizwir, jak gdyby nigdy nic.

Dopiero wtedy wszyscy to poczuliśmy, dziwna atmosfera, kompletnie sprzeczna z kolorami, które wypełniały nasze miejsce. Kojarzyłam ten zapach, kojarzyłam! Tylko skąd!?
- To ta istota, co przed burzą się pokazała, Zaithis! – przypomniała sobie Svila.

Olśniło mnie! Faktycznie! Taki sam zapach miało stworzenie, na którą natknęłyśmy się
z małą Svilą, zanim jeszcze urodził się Vihaze!
- Nie jest jedno. Leci ich tu cała gromada – dodał Gizwir.
- To dlatego cię nie było? Poleciałeś wtedy za tym jednym? – zaczęłam łączyć fakty.

Wszystkie smoki zdążyły już zauważyć, że coś jest nie tak. Patrzyliśmy w jednym kierunku, oczekując tego, co ma nadejść. Nie baliśmy się. Byliśmy zaskoczeniu. Ale ja już czułam jaka jest ich intencja. Gniew we mnie zawitał na nowo, skrzydła zajaśniały mocno, ognistym kolorem,
- Czego chcą? – Zapytała Arisha, widząc moje emocje.
- Naszego Miejsca – warknęłam.

Wyłonili się, gdzieś daleko. Lecieli bardzo powoli. Bezkształtne masy, niczym zwykłe zawirowania Energii. Nasze oczy nie rozumiały ich wyglądu, ale czuliśmy, że tam są. Czuliśmy życie. I intencje, żeby odebrać nam to, co jest nasze.
- Oni nie wiedzą kim jesteśmy? – zaśmiał się arogancko Vihaze.

Spojrzałam na młodzika. Czyli jednak ma coś ze mnie.
- Naiwni. Niech próbują. – syknęła złowieszczo Arisha.

A to mnie akurat zaskoczyło. Jeszcze nie widziałam takiej Arishy.

Zbliżali się. Atmosfera zawirowała, od uderzeń nieskończonej liczby skrzydeł. Cała chmara smoków ruszyła, żeby wylecieć naprzeciw nieznanym istotom. Nasza mała grupka nie została w tyle. Te stworzenie... Naprawdę były naiwnie. Smoki są pokojowe. Nie atakują innych istot. Ale jeżeli same zostają zaatakowane... Znamy swoją siłę. I nie oszczędzamy jej. Mamy swoją dumę, mamy swój honor. Nie mamy litości...

Energia zgęstniała, skrystalizowała się. Indywidualna rzeczywistość każdego smoka, stała się jedną wielką nas wszystkich, tworząc tarczę nie do złamania. Czekaliśmy, nie śpieszyło się nam. Wystarczyło, żeby obce istoty na nas wpadły.

Nie nadchodziły. Zatrzymały się?
- Stoją – potwierdziła Arisha.
- Czemu? – zapytał ktoś z boku.

Ciężko było wyczuć pojedynczego smoka, w takiej mieszaninie.
- Bo poznali nas – odparła Liźa, wisząca pode mną. – Zawracają.
- Szkoda – mruknęłam zawiedziona.
- O! Zaithis! Myślałam, że cię już nie poczuje – zorientowała się nagle smoczyca, równając do mnie.
- Chciałabyś – odburknęłam.

Smoki zaczęły się rozlatywać w różnych kierunkach, nasza tarcza przestała egzystować. Atmosfera zelżała znacznie i znikła obca barwa nieznanych istot.
- I co, dalej nie wierzysz, że coś może nam sugerować co robić? – zaczęła Liźa.

Gizwir znikł wśród innych, a Arisha, wraz z młodzikami, odsunęła się, pozostawiając mnie na pastwę upartego gada! Błagam, tylko nie to! Nie miałam zamiaru wdawać się znowu w bezsensowną dyskusję, nie tym razem! Odwróciłam się w kierunku Arishy, już miałam uciec, ale w tym momencie Liźa powiedziała to:
- Czyli przyznajesz mi rację?

Spojrzałam na nią, w oczach zapłonęły mi ogniki.
- Zapomnij!
***

Chyba nigdy nie potrafiłam docenić atmosfery, którą tworzył każdy jeden smok. Czułam się... jak u siebie. Bez żadnych zasad, bez hierarchii. Dobrze mi było, wśród swoich, wśród tych, których lubię i wśród tych, których nie specjalnie. To wszystko tworzyło całość, którą moja dusza kocha i potrzebuje do życia. Nie potrzebujemy towarzystwa drugiego smoka, żeby egzystować. Potrzebujemy tylko, żeby był.

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Soul: Mustang z dzikiej doliny 2 odc. 8


Wreszcie ósmy odcinek. Jesteśmy już w połowie powieści, wiecie? Mija już prawie półtora roku, odkąd na PSD pojawił się pierwszy odcinek. Ahh, jak ten czas szybko mija. A mi się wcale nie znudziło wymyślanie kolejnych przygód młodego Soula i jego ferajny :D

Niestety, ale ta części nie należy do najweselszych. Czasami zdarzają się takie rzeczy, na które nie mamy wpływu, a wcale nie są najprzyjemniejsze dla naszego serca i duszy. Tak... nawiązuje do tonącego statku, w którym znaleźli się nasi bohaterowie. Czy uda im się uciec? Czy wszyscy wyjdą z tego cało? W tym odcinku znajdziecie odpowiedzi na wiele nurtujących was pytań!

Siódmy odcinek dostępny jest na Issuu.com

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

Bez początku i bez końca


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Smoki egzystują w nieskończoność. To dla mnie oczywiste a nawet dla was, ludzi, powinno takie być. Po prostu trwamy sobie w naszej egzystencji i będziemy trwać tak długo, jak długo żyć będzie nasz świat. Ale pewnego razu pomyślałam przez przypadek o początku naszej nieskończoności... i nagle ta idea przestała być taka prosta. To nie tak, że nie pamiętam jak powstałam. Ja tego nie wiem. Nie kojarzę, żeby mnie nie było i myślałam, że trwam od zawsze. Byłoby to całkiem trafne, gdyby nie jeden szczegół... Młode smoki.

Nie wiem ile ich jest, nie wiem jakie są... Wiem tylko, że istnieją. Już pisałam. Dla smoków inny smok istnieje tylko wtedy, gdy czegoś od niego się chce. One były dla mnie takie same, jak te dorosłe i taka świadomość mi starczała. Wcale nie miałam ochoty pogłębiać swojej wiedzy. Ale Arisha miała dla mnie inne plany... jak zwykle. Tym razem byłam jednak skłonna uwierzyć, że wszystko potoczyło się przez przypadek...
***

Ogólna energia, krążąca po moim świecie, nie była zbyt przyjemna. Moje skały stanowiły wtedy jedyne dla mnie miejscem, które jakoś tolerowałam. Wszędzie indziej czułam się źle i ociężale, dlatego nie miałam zamiaru ruszać się z miejsca, dopóki atmosfera nie uspokoi się chociaż trochę. Arisha jednak znosiła to lepiej, a nawet poczuła chęć zetknięcia się z innymi smokami. Często tak latała, żeby się z nimi spotkać i równie często namawiała mnie, żebym jej towarzyszyła. Tym razem jednak udało mi się nie dać jej zmanipulować i mogłam w pełni cieszyć się brakiem towarzystwa innych smoków. Szczególnie, że akurat wtedy naprawdę nie miałam ochoty na jakąkolwiek aktywność...

Naprawdę nie wiedziałam co w tym fajnego. Inne smoki były dla mnie jakby... nudne i ciągłe widzenie się z nimi, pogłębiałoby tylko niechęć do przebywania z nimi. Arisha jednak najwyraźniej czuła się po tym spełniona i z jakiegoś powodu bardziej chciała mojego towarzystwa. Nie mogę powiedzieć, że było to dla mnie kompletnie bez znaczenia. Choć ciężko było mi to przyznać, w głębi duszy potrzebowałam jej zainteresowania mną. Dlatego zerwałam się zaskoczona, kiedy wyczułam kogoś jeszcze, lecącego z powracającą do mnie Arishą. W moim umyśle zaczęło układać się setki scenariuszy odnośnie tego kto mógł jej towarzyszyć i dlaczego. Dwa punkciki zbliżały się dosyć szybko, ale ja zamknęłam oczy i spróbowałam poczuć drugiego smoka. Atmosfera była beznadziejna... ale poczułam słabo duszę obcej istoty... To była Svila... ?

W moim umyśle plątała się nikła świadomość egzystencji tego smoka, ale kojarzyłam niewiele ponad to. Była to młoda... bardzo młoda istota. Nie miałam o niej wyrobionej żadnej opinii, ale myśli wydawały się być raczej pozytywne. Zastanawiało mnie czemu, skoro NIC o tej duszy nie wiedziałam. Cóż, nadarzyła się okazja, żeby się dowiedzieć.

Dolatywali, a ja nie odrywałam wzroku od przybyszy. Chciałam wyjaśnień. Usłyszałam intencje Arishy:
 - Zaskoczona?
 - A jak myślisz? - odpowiedziałam gładko.

Oczywiście, że byłam zaskoczona. Svila wylądowała tuż przede mną, przyglądając mi się
z niezwykłym zainteresowaniem. Odpowiedziałam jej lekkim przekręceniem głowy.
 - Ty jesteś Zaithis. Byłam cię ciekawa. Każdy czuje cię inaczej – poczułam od młodego smoka.

To też mnie zaskoczyło. Mój wzrok nabrał zaciekawienia. Jej myśli były bardzo otwarte. Myślała o smokach jako jeden ogólny byt, a nie pojedyncze indywidualności. Zapisałam to w pamięci.
 - A ty jak mnie czujesz?
 - Inaczej. Twoje barwy krążą szybciej.

Zerknęłam na przyjaciółkę. Świetnie się bawiła, patrząc jak buduje się mój kontakt z młodzikiem. Zaczynałam mieć lekkie wątpliwości, czy potrzebuję aż takiego zainteresowania...
 - Czemu Svila przyleciała z tobą, Arisha?
 - Nie wiem. Leciała obok – odparła, rozpraszając łagodnie swoje skrzydła.

Energia wokół niej rozpływała się wolno.

Obie spojrzałyśmy na Svila. Ona jednak się tylko w nas wpatrywała, jakby pierwszy raz widziała smoka.
 - Szukam miejsca dla siebie – powiedziała w końcu, kiedy jej niewiadoma obecność zaczynała mnie irytować.
 - I? Podoba ci się tutaj? - Arisha spojrzała na mnie niepewnie.

Nawet jeśli, nie miałam zamiaru jej tu znosić. To moje miejsce!
 - Nie. Barwy tu są zbyt podobne... Pokaż mi miejsce dla mnie.

Moja myśl była jasna dla wszystkich. Ja zostaje. Atmosfera jest beznadziejna i ruszę się gdziekolwiek dopiero jak wszystko wróci do normy. Arishy natomiast bardzo spodobał się ten pomysł. Zapulsował od niej entuzjazm... I dobrze, będzie miała zajęcie.
 - Ja chcę, żebyś to ty mi znalazła miejsce, Zaithis – sprostowała pewnie.

Energia wokół mnie aż zafalowała od zaskoczenia. Co? Ona nie żądała. Ona po prostu czuła, że tylko ja to mogę zrobić... Podniosłam głowę niechętnie. Ciekawiło mnie ile jeszcze razy będę zaskoczona.
 - Czemu akurat ja. Arisha czuje lepiej.
 - Ale ty czujesz inaczej. Każdy czuje inaczej. Ja chce miejsce, które ty wybierzesz dla mnie. Ty masz inne spojrzenie. Twoje miejsce też będzie inne.

Zgłupiałam. Dopiero wtedy tak naprawdę dostrzegłam jej duszę. Ona wydawała się być innym smokiem, niż większość. Takim... podobnym do mnie. Zmrużyłam oczy... Nie wiem czemu, ale mój umysł wypełniało przeświadczenie, że muszę z nią polecieć... Lecz to było za mało, żeby mnie ruszyć. Nigdzie się nie wybierałam...

Uhh... zainteresowanie Arishy całą sytuacją zaczynało mnie irytować! Wiedziałam... czułam, że ta chandra ciągle obserwowałam mnie i moje uczucia, z fascynacją czekając na decyzję. Poleci, zostanie, zrobi coś innego?! Znowu stałam się dla niej obiektem rozrywki!

Obróciłam się nagle w jej stronę, syknęłam!
 - Czy ty zawsze musisz uważać mnie za coś z innego świata?! To naprawdę takie fascynujące?!

Nie wytrzymałam. Ogólna atmosfera ciągle mnie przytłaczała... To nie pomagało.
 - Tak. Unikasz decyzji. A jakąś musisz podjąć. Chce widzieć jaką... – odparła spokojnie, jakby się niespecjalnie przejmując moim wybuchem.

Ale zeszła ze mnie. Ja już jednak straciłam wszelkie zainteresowanie.
 - Nic nie muszę...

Położyłam się i zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru przejmować się ani Arishą, ani Svilą...

Poczułam nagle ogromny smutek. Nie zawiedzenie. Smutek. Uchyliłam oczy. Młody smok odlatywał... Miała ładne skrzydła. Takie wyraziste... Zrobiło mi się trochę jej żal... ale tylko na moment. Gniew w stosunku do jasnoskrzydłej był silniejszy.

Zerknęłam na Arishe. Udawała, że też straciła zainteresowanie.
 - To przez ciebie – mruknęłam, wcale nie zgodnie z prawdą...

Chciałam tylko usłyszeć jej wyrzuty...
 - Wiem... - odparła.

I wyrzuty się pojawiły. Poczułam się lepiej.
 - Po prostu jest tak jak mówiła Svila. Masz inne spojrzenie. Dlatego tak lubię cię obserwować. Nie dlatego, że jesteś dziwna, czy niepasująca. Wierzysz mi? Uwielbiam cię irytować, ale nigdy nie chciałam cię zranić...

Nie oczekiwałam aż tak szczerych wyrzutów. Trochę zrobiło mi się głupio. Mój gniew znikł. Nagle stałam się wrażliwsza, a los Svili zaczął mnie obchodzić. Nie do końca wiem czy mi się to podobało... Ale wstałam i wzbiłam się w niebo.

Dogoniłam ją szybko. Wcale się nie śpieszyła.
 - Jednak? - usłyszałam od niej z nadzieją.

Rozbawiło mnie to trochę. Przecież to było oczywiste (z jej punktu widzenia), że jednak przylecę. Ja i każdy inny doroślejszy smok byśmy się tego spodziewali. Dręczyłyby go wyrzuty bądź inne uczucia i w końcu by przyleciał. Ale ona była jeszcze... ona nie znała reguł tej gry, w którą wszyscy graliśmy. Może dlatego zrobiło mi się jej żal, bo ona wcale nie spodziewała się, że ja przylecę...
 - Tak. Chyba wiem co ci się może spodobać – powiedziałam beznamiętnie.

Nietrudno było się wczuć w jej duszę. Jej emocje były otwarte na wszystkich. Zaczęło mnie intrygować jak ona, jako młody smok... była czysta... może naiwna.
 - Miło – odparła zadowolona. - Nie mogę się doczekać, żeby tam zostać i być już zawsze.

Miała na myśli miejsce, gdzie emocje i ich barwy kontrastują ze sobą, wirują szybko. Jest to jedno z tych miejsc, które miło się odwiedza, ale zostanie w nich dłużej, męczy. Nie rozumiałam, czemu Svila chciała taki „dom”.
 - Dziwisz mnie... Ale jak chcesz.

Leciałyśmy. Ohh... Atmosfera była taka ciężka. Ta cała otaczająca nas energia była jak... ludzka smoła. Już mi się przestawało podobać, że opuściłam moje skały. Miałam wrażenie, że moc gęstniała subtelnie...
 - Ale wiesz, że kiedyś zostawisz to swoje miejsce? - mruknęłam.

Nie wiem czemu o tym wspomniałam. Byłam chyba ciekawa, czy wie o tym. Ona spojrzała tylko na mnie w odpowiedzi pytająco.
 - Nigdy nie przeżyłaś z nami przeniesienia?

Dalej nie wiedziała o co chodzi. Nie przeżyła.
 - My raz na jakiś czas zmieniamy nasze miejsce. Wszyscy. Lecimy daleko, w całkiem inną część świata.
 - Czemu? - zapytał młodzik, przybliżając się nieco.
 - Nudzi się nam nasze miejsce. Dlatego lecimy całkiem gdzie indziej.
 - I znajdujecie nowe miejsce, które się wam podoba?
 - Zawsze.
 - Ja jeszcze nie mam miejsca, żeby mi się znudziło... - mruknęła smętnie

Będziesz miała...

Choć w naszym świecie nie ma czasu, a fizyka jest czymś co nawet jeśli kiedyś miało znaczenie, w końcu zanikło od ciągłego naginania rzeczywistości, tak ciągle musimy się liczyć z przestrzenią. Nasza droga prowadziła przez centrum naszego „terytorium”, a to oznaczało pewne spotkanie z innymi smokami. Nie miałam na to za specjalnej ochoty. Ohh... na nic nie miałam ochoty. Ja muszę dojrzewać do takich wycieczek... Jeżeli spotykają mnie nagle i jestem na nie nieprzygotowana psychicznie, męczą mnie prawie od razu...
 - Czemu nie lubisz innych smoków – zapytała Svila nagle.
 - Nie nie lubię ich... - zastanowiłam się, czemu nie chcę się z nimi spotkać... - To raczej oni nie lubią mnie.
 - Więc czemu oni cię nie lubią?
Kolejne trudne pytanie... Ale bardziej niż jej, chciałam sobie na nie odpowiedzieć.
 - Nie wiem... Bo jestem od nich lepsza i to czują?
 - Jesteś? Wydawało mi się, że smoki są takie same... - Nie mogła przetrawić mojej myśli.

Ale nie o to mi chodziło... Nawet myślami ciężko było mi wyrazić to co czułam.
 - Nie w takim sensie lepsza! Wiele smoków ma dużo różnych zdolności, które przewyższają moje... Ale sama mówiłaś, że ja mam inne spojrzenie. Może tego nie lubią.
 - Mnie to nie przeszkadza.

Jeszcze... Bo nie znasz reguł. Zaczęłam się zastanawiać, czy ja obroniłam się przed zmianą i byłam ciągle takim niewinnym młodzikiem, czy jednak stałam się tym, czym inne smoki... jakby kimś, kto zbyt długo stanowił uczestnika naszej gry. Moje myślenie mnie przerażało. Czyli my nie byliśmy smokami i tylko młodziki miały na tyle nieświadome dusze, żeby nimi być? Czy po prostu były za mało doświadczone, żeby być smokami. Potrząsnęłam głową. Za bardzo kombinowałam. Jakie skażenie, jakie niedoświadczenie? Dorosłe smoki są po prostu smokami. Młodziki też, ale nie mają tak dobrze rozwiniętej świadomości jak te starsze. Cała filozofia...

Przestałam myśleć, ale moje myśli nie miały zamiaru łatwo odpuścić. Złośliwie krążyły po tematach, które niezbyt chciałam ruszać, jak na przykład: co tym razem dane będzie mi przeżyć podczas kontaktu z innymi smokami. Stłumiłam je jeszcze bardziej... Po prostu leciałam.

Niestety niedoszła rzeczywistość, która wywoływała we mnie niechęć gorszą niż sam lot w ołowianą atmosferę, stała się aż nazbyt realna. Wyczuwałam różne smoki, dostrzegałam je fruwające w oddali. Było ich coraz więcej... W końcu musiało się stać tak, że któryś do mnie podleci, sprawdzić co mnie zmusiło do opuszczenia skał.

Stęknęłam w duszy... poczułam pierwszego natręta, który mnie zauważył... Gizwir. Chociaż nasze zdania się kompletnie różniły w każdej możliwej kwestii, miałam o nim nieco lepsze zdanie niż o innych. Ale był ktoś jeszcze... Tisza. Instynktownie zaczęłam szukać Visge, ale nie wyczuwałam go... Ciekawe co tym razem z nim zrobiła...?

Póki co nie było źle. Mogłam trafić na bardziej irytujące smoki.
 - Ile Arisha musiała włożyć wysiłku, żeby cię tu sprowadzić, Zaithis? - zapytał jeszcze z daleka, przekornie Gizwir.

Nagle zawisłam w powietrzu. „Ile wysiłku musiała włożyć...”. W moim umyśle zaczęło przeskakiwać kilka myśli... Niespodziewanie złączyły się w jedno! Podniosłam wolno głowę... Zmanipulowała mnie... ZNOWU! Ponownie dałam się nabrać! Ten jej „szczery” żal...

Svila odsunęła się kawałek, czując lekkie zakłopotanie. Nic nie wiedziała o podstępie Arishy. Ale Tisza i Gizwir wybuchli rozbawieniem. Nietrudno się było domyśleć całej sytuacji.
 - Niewiele – mruknęłam zła.

Ruszyłam wściekła, minęłam dwa smoki. Niestety pomknęły za mną. Młodzik trzymał się całkiem z tyłu.
 - Więc ty jednak też masz słabości, Zaithis – zawołała sarkastycznie Tisza, równając się ze mną. - Miałam nadzieję się o tym przekonać.

Miała na myśli to, jak Arisha mnie ustawiała według własnej woli.
 - Nigdy nie mówiłam, że ich nie mam – odburknęłam.
 - Świadczysz o sobie inaczej – zauważył Gizwir.

Nie miałam ochoty na ich towarzystwo. Gizwir i Tisza popatrzyli po sobie rozbawieni. Znaleźli sobie rozrywkę w dręczeniu mnie swoją obecnością. Zaczynało mnie to irytować.
 - Wcale nie czuję, żeby oni cię nie lubili, Zaithis – mruknęła nieśmiało Svila. - Ale ty ich nie chcesz.

Wcale nie miałam ochoty odpowiadać, ale Gizwir zrobił to za mnie. Czego się obawiałam...
 - My pamiętamy Zaithis już długo. Znamy ją bliżej i już nam nie przeszkadza to, że za nami nie przepada. Bo nie przepada za wszystkimi. Ale nie jest zła. Jest jaka jest.

W pierwszym momencie chciałam się zirytować, tak dla zasady, ale moje nastawienie zmieniło się kompletnie, kiedy dotarł do mnie sens myśli smoka. Trochę mnie to... zaskoczyło. To wcale nie był żaden negatywny komentarz. Nie wiedziałam na ile dobry humor obu smoków mógł wpłynąć na taką opinię.
 - Ale ona lubi Arishe – zauważył szybko młodzik.

Smoki nie wiedziały co na to odpowiedzieć. Według nich był to fenomen, którego nie można wytłumaczyć. Ale oni mnie nie znali. Nikt oprócz Arishy mnie nie znał i nie wiedział, co czuję naprawdę. To nie jest tak, że ja nie przepadam za każdym smokiem... sama nie wiedziałam czego tyczy się to negatywne uczucie, które mnie ogarnia na myśl o spotkaniu z innymi, ale też wcale nie chciałam odkrywać jego istoty. Po prostu egzystowałam w zgodzie ze sobą i to mi wystarczało. Nie chciałam sobie komplikować życia durnym „odkrywaniem siebie”.

Dotarła mnie intencja Tiszy ale coś zwiało ją niespodziewanie. Ciężka atmosfera zawirowała nagle. Wszyscy zawiśliśmy w powietrzu, a istota naszej rozmowy wyparowała momentalnie. Rozglądaliśmy się. To było uczucie jakiego jeszcze nigdy nie czułam. Ono narastało. Gładkie, jednobarwne, wolne... takie bez wyrazu.
 - Nad nami - mruknęła Tisza

Szybkie spojrzenie w górę... I zobaczyłam to. Bezkształtną masę energii, trochę większą niż stanowiła pojedyncza istota smoka, przemieszczającą się po niebie. Czułam od tego duszę i świadomość, ale nie mogłam zobaczyć żadnych emocji czy charakteru. Jej jestestwo kompletnie nie pasowało do energii zdominowanej barwami smoków i bytność istoty wśród nas stanowiła zagadkę.
 - Co to jest? - zapytała Svila.

Wzbiła się nieco do góry. Intrygowała ją istota. Ale nie tylko ją. Blisko stworzenia podleciała Misza – smok, który manipulując samymi uczuciami potrafił opowiadać całe historie. Czucie przychodziło jej z łatwością. Pewnie chciała zrozumieć obcą duszę.
 - To jest inne stworzenie – palnął Gizwir jak gdyby nigdy nic.

Naprawdę? Dobrze, że powiedział, bo bym się nie domyśliła... Choć ze zdziwieniem odkryłam, że cząstka mnie dopiero po potwierdzeniu przez innego smoka, zaakceptowała ten fakt. Młodzik dalej nie rozumiał.
 - Smok?

Nie dziwiłam się jej. W sumie też tego nie rozumiałam:
 - Nie... Coś całkiem innego. Nie możemy nawet zobaczyć formy.
 - Mnie bardziej ciekawi co to tutaj robi – wtrąciła Tisza.

Wiem, że oprócz nas, są jeszcze inne istoty. Nie czułam ich jednak, a do tej pory nie spotkałam żadnego, dlatego ich jestestwo było dla mnie jedynie pustą myślą, pozbawioną wszelkiego znaczenia. Teraz ta myśl nabrała realności, ale dalej stanowiła jedynie szablon całości... Intrygowało mnie pytanie Tiszy. Co to stworzenie tu robiło, wśród smoków? Nie dało się nic wyczuć od duszy, nawet jej intencji. Sprawiała wrażenie jakby nie istniała, ale przecież ją widziałam! Coraz bardziej mnie to irytowało... Misza zniknęła, nawet ona się poddała. A stworzenie odpływało gdzieś w nieskończoność, żeby o nim zapomnieć bez śladu.
Svila popatrzyła się po nas. Coś się w niej wyraźnie kotłowało. Kątem oka dostrzegałam jej wewnętrzną walkę... Nagle wystrzeliła za stworzeniem.
 - Podjęła decyzję? – skomentował zaskoczony Gizwir.
 - Tylko po co? - dodała Tisza.

Też coś chciałam powiedzieć... lecz ogarnął mnie impuls, skupiłam mocniej skrzydła. Energia zawirowała wokół i wyleciałam nagle za młodzikiem. Wtedy dopiero dotarło do mnie co robię, ale w tajemniczy sposób nie mogłam dojść do pobudek, które mną kierowały. Zgłupiałam... Czemu ścigałam Svile? Już mnie nie potrzebowała, powinnam przestać dla niej istnieć. Mnie jej los też nie obchodził, więc czemu czułam, że muszę za nią lecieć? Co nas jeszcze łączyło?

Zrównałam się z nią. Nieznana istota płynęła przed nami. Zerknęłam na młodzika... Była kompletnie zaaferowana obcą duszą. Nie mogłam zrozumieć co się jej dzieje. Jedyne co od niej czułam, to aż krystalizujący się zew przeznaczenia... musiała lecieć za stworzeniem. Ale czemu? Spojrzałam wokół, w niebo... Energia była silna... Mała zdawała się ją przyciągać. Cokolwiek się działo, miało to związek z nią...
 - Dlaczego ja? - zapytałam zrezygnowanie.

Wcale nie myślałam, że będzie znała odpowiedź...
 - Nie wiem. Coś się ma stać! Czuję to – odparła zafascynowana. - Muszę lecieć za nim.

Tak jak myślałam...

Atmosfera stawała się coraz cięższa... Cała ta sytuacja męczyła mnie. Ja też czułam, że powinnam z nią być, ale brak jakiegokolwiek powodu irytował mnie! Energia gęstniała z każdym momentem, barwy przenikały się i zmieniały... Nie podobało mi się to. Dusza płynęła przed nami niewzruszona, ale tajemnicze napięcie narastało... Svila zdawała się niczego nie zauważać...

A energia krążyła coraz szybciej... Moja dusza drżała...

I nagle zobaczyłam to, czułam każdą cząstką siebie... Jak fala wściekłej mocy sunie w dali przez niebo. Prosto na nas! Ogarnęła mnie panika, nie wiedziałam co się stanie! Svila była jak w transie, nie widziała fali! Uhh, co za imbecyl! Skrzydła zaświeciły oślepiającym blaskiem, momentalnie znalazłam się przy niej...
Aż mnie to zaskoczyło jak szybko...

Fala uderzyła, zachwiało mną nagle. Svila pisnęła, otrzęsłam się. Osłoniłam ją sobą. Energia szarpała z furią, barwy wirowały szaleńczo.
 - Zaithis...

Nie wiedziała co się stało. Natłok odczuć wprawiał zmysły w obłęd. Nie mogłam lecieć, nie mogłam utrzymać kształtu skrzydeł! Rozpraszały się!
 - Trzymaj się mnie! - zawołałam...

... Bezgłośnie. Ryk energii porwał ze sobą słowa. Ale czułam Svile, ciągle była!

Cały świat się zmieniał, wypełniał obcymi emocjami. Były puste, ich natłok przytłaczał, dezorientował... Traciliśmy zmysły... Za dużo uczuć, barw. Nie wiem co moje, co prawdziwe. Jestem ślepa, nie wiem kim jestem, nie czuje swej duszy! Duszę się...

Dwa światy przenikały przez siebie. Nacierająca Energia obcego uniwersum szalała. Jeszcze przyspieszała, kiedy dotykała smoczej duszy. Skrzydła zanikały. Rzucało nami. Nie mogłam latać, nie umiałam! Jeszcze czułam Svile, pociągnęłam ją, złączyłyśmy się. Musiałyśmy się czuć, to jedyne co widziałam, ona też! Skuliłyśmy się w sobie. Próbowałam widzieć, czuć duszę drugiego smoka. Emocje szalały, opływały nas wściekle. Bała się, ona się bała. Ja się dusiłam. Za dużo, za dużo...

... Skończyło się. Nagle wszystko ucichło. Tak po prostu? Podniosłam głowę. Świat wyglądał, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Leżałyśmy obie na ziemi, wtulone w siebie, a ja nawet nie pamiętałam jak to się stało... Okropne uczucie! Poziom mojego zażenowania rósł drastycznie...

Odskoczyłam momentalnie! Nic się nie wydarzyło! To się nie stało! Jak ja się czułam beznadziejnie, że ktokolwiek choć przez chwilę widział mnie w takim stanie... taką słabą i bezradną...
i, że chciałam ją chronić. Uhh! Otrząsnęłam się.

Ale Svila jeszcze nie. Ciągle leżała, a jej dusza zdawała się nadal być szczelnie zamkniętą. Sama musiała zauważyć, że już się wszystko skończyło. Położyłam się na ziemi. Czułam się zmęczona... Ale atmosfera zelżała. Była przyjemna i lekka jak zawsze... A gdzie obca istota? Spojrzałam na niebo...

... I znieruchomiałam... Było przepiękne! Lśniło i iskrzyło delikatnie. Barwy tańczyły wolno, miejscami wirując szybciej. Energia smugami zostawiała ślady swej subtelnej bytności.

Nie zastanawiałam się, wzbiłam się w górę. Chciałam znaleźć się bliżej tego tańcu! Moje skrzydła iskrzyły wraz ze zbliżaniem się, dusza drżała przyjemnie, jakby regenerując siły. Czułam się fantastycznie w tym miejscu, tak przyjemnie i rozkosznie... Efekt tego co zostało po burzy...

Ale poczułam coś. Jedno miejsce błyskało bardziej niż inne. Smuga energii wirowało wokół, jakby chcą się skupić w tym samym punkcie. Emocje wirowały niezwykle szybko, formując jakby sferę. Głównie pozytywne uczucia, wkradały się też te gorętsze i te nieprzyjemne. Poczułam nawet jak sfera wciągnęła cząstkę mnie... i Svili. Zerknęłam tylko, znalazła się obok mnie zafascynowana... A proces trwał, nabierał rzeczywistości, świadomości, kształtów. Wszystko wirowała coraz szybciej, scalało się, tworzył się... Aż narodził się smok.

Otworzył oczy. Moja dusza podpowiadała mi, że nazywa się Vihaz. Niezwykle dumny, ale i ostrożny oraz... ku mojemu zdziwieniu, przyjazny smok. To były cechy, które miały się w nim dopiero rozwinąć. Jego dusza ciągle jeszcze nabierała kształtów, choć ciało kończyło się formować. Rozwinął skrzydła... niezbyt jasne i wyraźne. Zaiskrzyły w polu zintensyfikowanej energii, ruszył się. Już żył...

Svila momentalnie do niego podleciała. Ich dusze pasowały do siebie tak doskonale... Mimo, że Vihaz cząstkę mnie też wchłonął, energii było za mało, aby nasze dusze też współgrały. Wiedziałam jednak, że coś ze mnie będzie miał. I z jakiegoś powodu cieszyło mnie to...
 - To twoje miejsce! - zawołała radośnie Svila. - I moje!
 - Wiem – odparł nowy smok, jakby znali się od wieczności.
Cóż... może tak właśnie było?

Czułam, że nic mnie już nie trzymało. Chciałam wrócić do moich skał... I do kogoś, kogo cząstkę duszy ja wchłonęłam.

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS